Zdążyliśmy się przyzwyczaić do samochodów z najróżniejszych zakątków Polski, a coraz częściej trafiają do nas także auta od zachodnich sąsiadów. Przedstawiana GTA trafiła do nas z dość odległego zakątka Francji, na dokładkę jej pochodzenie sięga wysp brytyjskich.
Wspomniana GTA ubrana była w nadwozie sto czterdziestej siódmej. Po długiej podróży na lawecie, dotarła do nas. Wizyta tego auta spowodowana była licznymi problemami silnika, mimo niedawnego remontu na wyspach. Wstępna diagnostyka i korespondencja mailowa z miłym właścicielem ujawniała problemy z nadmiernym zużyciem oleju, tradycyjnie już dla Busso 24V, silnik miał „delirkę”, identycznie również jak u niemieckiej siostry, silnik wydawał niepokojące odgłosy. Ponieważ klient nie godził się na żadne kompromisy, silnik od razu opuścił nadwozie. Jego rozbiórka ujawniła, prócz grzechów głównych, liczne błędy i niedociągnięcia. Widać podobnie jak w Polsce, w Wielkiej Brytanii nie lubią czytać. Cały silnik był poskładany na silikon sanitarny (dobrze, że chociaż czarny 😉 ) dodatkowo, zamiłowanie do budowlanych substancji, skłoniło „łorkszop” do składania tego silnika na placu budowy. Radosne użycie angielskiego silikonu dotknęło również skrzynię biegów, którą musieliśmy rozebrać, umyć, zweryfikować i złożyć z użyciem właściwej masy uszczelniającej – nie silikonowych mas! (niestety, użycie tutaj jakichkolwiek silikonów powoduje tylko liczne problemy). Tłoki, tuleje oraz pompa oleju nie nadawały się do niczego. Panewki, mimo iż niedawno założone, miały rozległe i głębokie rysy, świadczące o ekstremalnie brudnych warunkach panujących podczas montażu silnika w GB. Dodatkowo zamiast dokładnie umyć aluminiowe elementy silnika, postanowili użyć jakiejś srebrzanki, której zmycie odebrało nam parę dni z życiorysu i beczkę zmywacza 😛
Tradycyjnie już po skompletowaniu części (nowiutkie tłoki z tulejami, popychacze etc.), przystąpiliśmy do montażu V-ki. Standardowo już, dla tak rozległych prac, silnik został wyposażony w nasz pakiet „Factory-Look”, z pominięciem pokryw zaworów (które to i tak wymagały odmalowania lakierem typu „wrinkle”), kolektora i pokrywy cewek, które zachowały kolorystykę wybraną przez właściciela. Po zmontowaniu silnika i jego montażu w aucie, uzupełniliśmy także liczne braki w pojeździe. Mimo upływającego czasu, auto nie powróciło nad Sekwanę, lecz pozostało u nas w warsztacie, aby w oczekiwaniu na wizytę w zaprzyjaźnionym warsztacie blacharsko-lakierniczym, w celu poprawienia angielskich „bodyłorków”, zostało dotarte.
